W ramach uzdrawiania ciała i ducha postanowiłam zacząć ... biegać. Słowa te piszę w godzinę po próbie realizacji tego karkołomnego pomysłu. Mroczki powoli znikają sprzed oczu. Co za diabeł mnie podkusił, nie wiem. Cholera jasna, nie biegałam tak dawno, że już zapomniałam jak tego nie lubię. Doprowadzenie się
do stanu przedzawałowego zajęło mi pięć minut, podczas gdy kolejne pięć, dowleczenie własnych pół-zwłok do domu. Moje agonalne jęki z pewnością obudziły wszystkie wiewiórki w okolicy. Aha, nie wspominałam zapewne, że idiotyczny plan joggingowy realizuję o 4:30 rano. Nie, nie mam zapędów sado-maso, chociaż... Po prostu o tej godzinie, nikt poza okoliczną florą i fauną nie będzie świadkiem moich konwulsyjnych przytupów. Po dzisiejszym dniu, nie wiem, czy zrobię to jutro. Jeśli tak, to muszę zacząć od jakiegoś truchtu. Ewentualnie wykombinować inny sport. Moja lekarka dawno temu, w ramach walki z baby blues, zaleciła aktywność fizyczną wg zasady 3:30:130, czyli trzy razy w tygodniu, przez 30 minut ćwiczyć na tyle intensywnie, aby rytm serca osiągnął 130. To podobno wyzwala endorfiny i jest się szczęśliwszą. Cóż. Może jak ten ścisk w gardle mi przejdzie, poczuję jakieś endorfiny.
Nie mogę się już doczekać wakacji w Polsce, także ze względu na sport. Tu bowiem ani czasu nie mam, ani za bardzo jak, na pływanie. Baseny są, ale to cała wyprawa. A jeszcze z Sarą. W Polsce zaś, wyjście na basen jest zazwyczaj albo grupowe, czyli Sara można z kimś zostawić, albo samotne. A pływać lubię, co tu kryć. Bardzo, bardzo, bardzo dawno temu byłam w szkolnej drużynie pływackiej. Nawet jakieś tam puchary zdobyliśmy kilka razy. Potem do pewnego nieprzyjemnego wypadku, grałam też w siatkówkę w liceum o niemal klasztornym rygorze, ku uciesze mojej przyszywanej ciotki, tamtejszej wuefistki. I to by było na tyle ze sportów. Dawno i nie prawda. Jak się zapewne domyślacie, moja kondycja fizyczna jest niemal ujemna. Co mi strzeliło z tym bieganiem?
Ale mam coś dla was na zakończenie. Otóż w Algierii jest morze. Zwane Śródziemnym. I nad to morze wybraliśmy się pewnego upalnego (czyt. 50+) dnia wraz z najfajniejszą parą w rodzinie męża. Okazało się przy okazji, że jestem jedyną pływajacą kobietą w klanie. W dodatku nie zamierzałam siedzieć na plaży i podziwać widoków. Trzeba było skołować kostium na miare lokalnych norm i obyczajów. Tak oto wylądowałam w ... burkini. Wyglądałam trochę jak krzyżówka Supermana z różowym Batmanem, ale co mi tam. Już się przyzwyczajono w Algierii do tego, że Polka ma troszkę nie teges pod sufitem. Jednak jak widzę wodę, to nie obchodzą mnie inne rzeczy za bardzo, a już na pewno nie opinia na temat stroju kąpielowego. Woda= wolność, spokój, błogość. Ryby tak mają.
P.S. 16/05/2012
Wróciam pół godziny temu z kolejnego tzw. biegania. Jest zdecydowanie lepiej. Jednak pierwsza ofiara niecodziennego widoku już jest. Biedny lis mało nie dostał ataku serca jak sobie wpadliśmy pod nogi. Tak, lis. Mieszkam na zadupiu zadupia małego miasteczka. Zwierzyna typu lisy, jeże, wiewiórki czy z lotnych- jastrzębie, to norma. Chociaż jak tak dalej będę tupać o świcie, to kto wie. Może się wyniosą :) Ciekawe, czy to normalne, że 'po' aż tak chce się spać...
Dziś w pracy mój uczeń pokazał mi własnoręcznie napisaną malutką notatkę. Powiedział też, że musi to pokazać szybko pani od matematyki. Przeczytałam i dusząc śmiech, mało nie spadłam z krzesełka. Chłopczyk zaś wyjął mi z ręki karteczkę i pomaszerował do nauczycielki. Po chwili i ona, siląc się na przyjazny i wyrozumiały uśmiech, ledwie się powstrzymywała aby nie parsknąć nieprzyzwoicie. Oto co było na karteczce (jak w orginale):
Dear Ms,
I am very sorry, but I couldn’t do my last homework.
I wasn’t sure how, and my dad has gone to China while,
the rest of my family sucks in Maths.
W wolnym tłumaczeniu:
Szanowna Pani,
Bardzo przepraszam, ale nie odrobiłem ostatniej pracy domowej.
Nie byłem pewien jak, a mój tato akurat wyjechał
do Chin, podczas gdy reszta rodziny jest bardzo cienka z maty.
Uwielbiam moje dzieciaki czasami. No, może poza tymi momentami gdy jedzą swoją skórę wygrzebaną ekierką spomiędzy palców u nóg albo wrzeszczą na środku klasy, że chcą mnie przytulić lub pocałować. Fuuuuuu
P.S. Pani od matematyki w końcu wzięła się w garść i łagodnie przypomniała chłopcu, że oddał pracę domową wczoraj ![:-] :-]](http://i.wp.pl/a/i/blog/emot/smile23.gif)
Już wszystko wiadomo- nowym prezydentem Francji będzie Francois Hollande. Sarkozy przyegrał, odchodzi i winą za to, obarcza samego siebie. Jakie to przyjemne swoją drogą, dla odmiany po polskim błotku, usłyszeć z ust polityka, że jest czemuś winien, prawda?
Czemu jednak Hollande zawitał na łamach tego bloga? Po części z racji jego feministycznych deklaracji (pomijam tą jedną wpadkę odnośnie nierówności w odpowiedzialności; a niech mu tam) i bardzo konkretnych planów odnośnie polityki równości płci oraz promocji kobiet. Szkoda, że w Polsce nie debatuje się jeszcze o problemach kobiet na takim poziomie. Bardzo chciałabym aby ziścił swoje obietnice, by kobiety we Francji były reprezentowane na poziomie 50% w najwyższych organach, w tym w rządzie. Jak na razie udało mu się wypromować kilka kobiet w ramach partii. I badzo dobrze. Hollande ponad to zapowiedział przywrócenie ministerstwa ds. kobiet, a jednym z pierwszych posunięć ma być nowe prawo odnośnie molestowania seksualnego. Biorąc pod uwagę, że ilość kobiet w parlamencie Francji jest mniejsza niż w Polsce, z pewnością gender mainstreaming nie zaszkodzi. Organizacje kobiece również mają nadzieję, że Hollande dotrzyma obietnic przedwyborczych.
Drugi powód obecności nowowybranego prezydenta w tym poście jest moja mięta (z wiekiem rosnąca) do teorii spiskowych. Otóż kilka tygodni temu w algierskiej prasie burze wywołały doniesienia o spotkaniu we Francji Abdel-Aziza Belkhadema z wyżej wspomnianym. Belkhadem jest Sekretarzem Generalnym FLN- Frontu Wyzwolenia Narodowego, wiodącej partii politycznej w Algierii, oczywiście związanej z miłościwie tam panującym innym Abdel-Azizem, tym razem Bouteliką. Sam z kolei Bouteflika ma szerokie poparcie armii, która w łapach trzyma nawet fabryki makaronów. Generalnie utworzyła sobie państwo w państwie. Jakoś nie wydaje mi się aby Belkhadem sam się wydelegował do Francji, zwłaszcza, że go za ten wypad chciano zdetronizować. Pojechał zdecydowanie na polecenie. Kogo? Bouteflika ledwo się trzyma, ze zdrowiem u niego kiepsko, ale wizyta była oficjalna. Prezydent musiał wiedzieć i aprobować. Ale czy tylko prezydent? Generalcja? Opozycja (Louiza??? hahaha chciałabym to zobaczyć; tak w ogóle to muszę wam oddzielny post o samej Louizie Hanoune napisać, jestem jej fanką). Następca? Po co (wyłączając oczywiście oficjalną część)? I jeśli cała sprawa była dla dobra państwa, to czemu wyszła na jaw jako bulwersująca kolegów partyjnych? Być może, przeciek do prasy był autentyczny. Wybory bowiem za pasem. Dziennikarze szukają więc każdego możliwego haka na kandydatów. Jednak w takim państwie, jakim jest Algieria, niekontrolowane przecieki można według mnie, spotkać równie często jak pingwiny. Bardziej prawdopodobna wydaje mi się szczera chęć pozbycia się z głównej sceny Belkhadema, albo choć umniejszenia jego wpływów. Oficjalna wizyta i takie larum w partii? Z drugiej strony, sam zainteresowany miał chyba ograniczone pole manewru: z jednej strony wysłany przez Prezydenta, z drugiej zaniedbuje partię w trakcie kampanii. Został postawiony w nieciekawej sytuacji. Czy tak, czy siak miało mu się oberwać. Jakiekolwiek kontakty z Francją są idealną przykrywką do tego typu manewrów. Algierczycy bowiem to dziwny naród. Oficjalnie Francji nie znoszą, ale sklepy są zapchane francuskimi towarami, a sam francuski jest drugim językiem w państwie. Łatwo jest więc rozjuszyć publikę sugestią, że ktoś brata się z Żabojadami. Nawet gdyby ten ktoś, miał za zadanie załatwienie konkretnych spraw, w dodatku na korzyść Algierii. Skad pomysł, że coś było organizowane na korzyść? Sarkozy, jak pamiętamy, dawał się we znaki emigrantom. Jego zapchaj-polityka z hijabami itp. Może Hollande ma działać w drugą stronę? Może lobby algierskie (zapewne istniejące) współfinansowało kampanię i zwyczajnie dogadywano ostatnie warunki? Zapewne nigdy się nie dowiemy. To, co jednak jest pewne, to, to, że nadchodząca prezydentura zmieni stosunki francusko- algierskie. Niekoniecznie przed kamerami, bardziej dyskretnie za to znacząco. Musimy tylko bacznie obserwować rozwój wypadków i jakieś sensowne konkluzje się nasuną. A tymczasem, dobranoc.
Wiosna nam włazi do domu, Sama, dosłownie:
Post majowy już w prawdzie był, ale co tam. Wraz z wczorajszym popołudniem zaczął się na Wyspach długi majowy weekend (nie tak długi jak w Polsce, ale poniedziałek jest W O L N Y !!!) Chciałabym zanucić "Będę robić nic", ale się nie da. Czy też tak macie, że tęsknicie do dni wolnych, a gdy już są, to nagle jest tyle do zrobienia dookoła, że słowo 'wolne' ma już jedynie ironiczny wydźwięk?
Bilans przedmajówkowy:
-stan mieszkania- katastroalny
-ilość prania i prasowania- przytłaczająca
-ilość dzieci z postawą roszczeniową- 1
-ilość osób do pomocy przy bałaganie i dziecku- 0 (kurcze,co tylko w domu jestem to mi się Kolega Małżonek ulatnia; trzeba będzie poszpiegować, bo to już się podejrzane robi
)
-ilość dziwnych prac domowych dziecka (tego od od roszczeń; bo Mąż, mam nadzieję, nic dla mnie do zrobienia nie ma)- boję się sprawdzić w zeszycie ze szkoły
-ilość lekcji do przygotowania- 24
-ilość papierów i formularzy do wypełnienia- 3 (niedługo tu na oddychanie trzeba będzie też mieć formularz)
-ilość służbowych maili do wysłania- 5
-ilość tekstów do napisania- od cholery
Cóż, niech Moc będzie z Wami (pomajówkowymi w PL i majówkowymi w UK)! Ode mnie już powoli odpływa :D
Dziś w pracy okazało się, że jednak nie szprecham :D Większość brytyjskich dzieciaków też nie, więc nie jest źle. Jednak, żeby nie było, że ja, albo, Istakfirallah, kwiat wyspiarskiej młodzieży, ciemni jak tabaka w rogu jesteśmy, poniżej kawałeczek lektury z zajęć. Pięknie brzmi, jak już to się z siebie wyciśnie :D Proszę, nie krępujcie się. Wierszyka taki malutki fragmencik, może ktosia/ś na głos? A może ktosia/ś rozpoznaje, co to? Salamki- anglistki na pewno :P
he gefeng hraðe forman siðe
slæpendne rinc, slat unwearnum,
bat banlocan, blod edrum dranc,
synsnædum swealh; sona hæfde
unlyfigendes eal gefeormod,
fet ond folma. Forð near ætstop,
nam þa mid handa higeþihtigne
rinc on ræste, ræhte ongean
feond mid folme; he onfeng hraþe
inwitþancum ond wið earm gesæt.
Sona þæt onfunde fyrena hyrde
þæt he ne mette middangeardes,
eorþan sceata, on elran men
mundgripe maran.
He on mode wearð
czwartek, 17 maja 2012
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Ciągle w biegu, sporo na walizkach, chronicznie niewyspana. Z Polski pognało mnie do Algierii na troszkę, na dużo dłużej do Wielkiej Brytanii. Gdzie dalej? Nie mam pojęcia. Chętnie poznaję wszystko co nowe, jeszcze chętniej wiedzą się dzielę. Mój adres 1salem1@gazeta.pl
Proszę, nie kopiuj. Jeśli chcesz wykorzystać któreś z moich zdjęć lub tekst, najpierw zapytaj o zgodę.
Blog o tematyce polsko- arabsko- muzułmańskiej, z dużym naciskiem na Algierię, a przede wszystkim na moje życie, drobne refleksje na temat otaczającej mnie rzeczywistości.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: